O czym ten twór ma być tak w zasadzie?
Nie sprecyzuję; wszystko wyjdzie w praniu, zobaczymy, co wyewoluuje z potrzeby podzielenia się swoimi przemyśleniami.
Szczere słowa tutaj padną, co prawda autorstwa anonimowego twórcy, ale zgodne z prawdą. Tylko, a nawet wyłącznie.
____________________
Chcę napisać, chcę podyskutować, chcę spojrzeć oczami kogoś innego-bo to daje najwięcej.
Wszystko się zmienia w naszym kraju, nastawienie do osób homo także powoli, powolutku idzie ku lepszemu, ale nadal życie mniejszości łatwym nie jest.
Masz przyjaciela/przyjaciółkę, znajomych. Spędzasz z nimi dużo czasu. Rozmawiacie, w końcu możecie o wszystkim, on/ona traktuje Twoją orientację jako coś normalnego. Czujesz akceptację, a nie wiem, jak w Twoim przypadku, ale ja właśnie akceptacji straszliwie potrzebuję.
I na tym się skupię. Na akceptacji rodziny.
Mam 20 lat, zaraz 21. Niedługo pojawią się pytania, kiedy ślub, kiedy dzieci... A prawdę zna tylko matka. Matka, która, mimo, że się domyślała, wiedzieć nie chciała.
Teraz żałuję-niczego nie ułatwiło, wiem, że ją to męczy. Nie rozmawiamy na temat tego, czy kogoś mam, czy jestem szczęśliwy. Nie jest gotowa, widzę to, wiem.
Jak w tej sytuacji wytłumaczyć rodzinie, że wcale nie jest się dziwadłem? Powiedzieć 'to może być wina hormonów, genów'? Równie dobrze mógłbym nóż między żebra wbić.
To najbardziej mnie osobiści boli-brak możliwości poszukania oparcia, brak możliwości dzielenia się swoim szczęściem... Dla otoczenia zawsze jestem samotny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz