niedziela, 27 stycznia 2013

Od czegoś zacząć...

O czym ten twór ma być tak w zasadzie?

Nie sprecyzuję; wszystko wyjdzie w praniu, zobaczymy, co wyewoluuje z potrzeby podzielenia się swoimi przemyśleniami.

Szczere słowa tutaj padną, co prawda autorstwa anonimowego twórcy, ale zgodne z prawdą. Tylko, a nawet wyłącznie.

____________________
Chcę napisać, chcę podyskutować, chcę spojrzeć oczami kogoś innego-bo to daje najwięcej.

Wszystko się zmienia w naszym kraju, nastawienie do osób homo także powoli, powolutku idzie ku lepszemu, ale nadal życie mniejszości łatwym nie jest.

Masz przyjaciela/przyjaciółkę, znajomych. Spędzasz z nimi dużo czasu. Rozmawiacie, w końcu możecie o wszystkim, on/ona traktuje Twoją orientację jako coś normalnego. Czujesz akceptację, a nie wiem, jak w Twoim przypadku, ale ja właśnie akceptacji straszliwie potrzebuję.

I na tym się skupię. Na akceptacji rodziny.


Mam 20 lat, zaraz 21. Niedługo pojawią się pytania, kiedy ślub, kiedy dzieci... A prawdę zna tylko matka. Matka, która, mimo, że się domyślała, wiedzieć nie chciała.
Teraz żałuję-niczego nie ułatwiło, wiem, że ją to męczy. Nie rozmawiamy na temat tego, czy kogoś mam, czy jestem szczęśliwy. Nie jest gotowa, widzę to, wiem.

Jak w tej sytuacji wytłumaczyć rodzinie, że wcale nie jest się dziwadłem? Powiedzieć 'to może być wina hormonów, genów'? Równie dobrze mógłbym nóż między żebra wbić.

To najbardziej mnie osobiści boli-brak możliwości poszukania oparcia, brak możliwości dzielenia się swoim szczęściem... Dla otoczenia zawsze jestem samotny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz