niedziela, 17 lutego 2013

już...

Po!

Słowo 'egzamin' na jakiś czas znika z mojego życia.

Chwila w domu, rodzice, dziadkowie, rach, ciach, wracamy na studia. Chwila oddechu, powiesz, że krótka-ale z drugiej strony, to dobrze. Za długie okresy braku zajęcia działają na mnie destrukcyjnie.


Zastanawia mnie czasami, czy to ja mam jakiś wynaturzony obraz w swojej głowie? Nierealistyczne wizje, własne wyobrażenie mijające się totalnie z rzeczywistością?

Chciałbym poznać kogoś, kto by mi na te pytanie odpowiedział. Takiego człowieka, któy ze mną jarał by się stadem kruków na placu przed centrum handlowym.
Ale przede wszystkim, chciałbym poznać osobę, która pomoże mi samego siebie poznać.


Chętny? To jedźmy nad morze, pogadamy.

wtorek, 5 lutego 2013

prognoza pogody

Gdzie prognozę oglądam, sprawdzam?

Za oknem. W przepowiednie średnio wierzę.


Wystarczy niewiele, o ciut-kilka promieni słońca, a podejście do świata zmieniam momentalnie. Szerszy uśmiech, więcej serdeczności, więcej optymizmu.
Drobiazg, prawda?

Powoli docieram do momentu, w którym drobiazgi cieszą. Powoli.

sobota, 2 lutego 2013

miejsca

Morze. Mazury. Góry.

W zasadzie wymieniłem wszystkie, jak na mój gust, cuda Polski. Dlaczego te?


Morze-uspokaja mnie. Jeżdżę, kiedy tylko mogę. Zimą jest najpiękniejsze. Mało turystów, spokój, szum fal. Marzenie? Zachód słońca, butelka wina i morze w tle. Ale na to jeszcze trochę zapewne poczekam. Największa atrakcja-rezerwat żubrów w Międzyzdrojach. Pomimo nazwy, odwiedzam tam bieliki-drapieżniki wielbię.

Góry-w Tatrach byłem raz. Za czasów średniej aktywności fizycznej, gdy zdrowym żywieniem i zaletami aktywności fizycznej niezbyt się przejmowałem. Ale do tej pory pamiętam te wszystkie skały, wąskie przejścia, przełęcze... Cudo. Zdjęcia w ogóle nie oddają cudowności tej krainy.

Mazury-kolejny raz woda. Piękne jeziora, dokoła spokój, cisza, totalne oderwanie. Urok, magia.


________________________

Bo mnie cieszy większa grupa kruków na jakimś większym kawałku trawnika, drogi Czytelniku. Tak, dokładnie-cieszą mnie pierdoły. Staram się je zauważać, doceniać.
Momenty.
Chwile, które nigdy więcej się nie powtórzą. Chwile moje, tylko moje.

W końcu to, co siedzi w mojej głowie, jest wyłącznie moje-mogę się podzielić częścią z Tobą, ale pamiętaj-tylko częścią.

czwartek, 31 stycznia 2013

rywalizacja

System Eliminacji Studentów Jest Aktywny.

Co prawda nie powinienem narzekać, bo moja uczelnia to całkiem sprytnie rozgrywa i porównując się z innymi studentami, nie mamy najgorzej. Sensownie wręcz.

Do rzeczy.
W  życiu każdego (nawet kujona-czytaj mnie) po przebrnięciu przez ilość książek mogących zaopatrzyć skromną bibliotekę przychodzi moment, gdzie ma się ochotę pieprznąć wszystko w kąt i uciec gdzieś w okolice Burkiny Faso. Zmęczenie materiału, zima, ciemności-wszystko razem się kumuluje. Część faktycznie odpuszcza, część walczy ze sobą i próbuje wtłaczać do głowy kolejne partie (sensownej czy nie-to inny temat) wiedzy. Ja wtłaczam. Na siłę. Ale...

... do pewnego momentu.

Zwierzęta rywalizują o teren, o względy samicy. Pierwotni ludzie zapewne rywalizowali o to, kto upoluje większego mamuta. A dziś?

Rywalizacja jest wszędzie. Praca, szkoła, ulica (kto lepiej wygląda), wśród matek (bo mój to szybciej podnosi tego klocka). Tak samo i w czasie sesji.

Padałem na ryj-przyznam Wam szczerze. Kilka godzin spania, zajęcia, książki, schemat w kółko ten sam.
Brak chęci, totalny.
Aż...

Wyniki jednego koła sprawiły, że level motywacji drastycznie się podniósł. Na poziomie ogółu bardzo dobrze, więc... Chęć na więcej. Chęć zdobywania. Dalej chcę być tym jednym z lepszych.

Oby tylko nie popaść w paranoję. Obsesję. Pójść o krok za daleko...



poniedziałek, 28 stycznia 2013

not my day

Co jakiś czas są takie dni, kiedy już od momentu otworzenia patrzałek wiesz, że to zdecydowanie nie jest Twój dzień. Dziś mi się trafiło.

Początek pod znakiem 'hmmm, jest 7.00, o 7.20 jestem umówiony'. Genialnie. Domyślacie się sami, że efekt turbo załączony zostać musiał. Ale nie w tym rzecz.


Czytuję różne inne blogi, analizuję, odnoszę do siebie. Patrzę na innych, a jakże. I dochodzę do jednego, dobitnego, aczkolwiek niezbyt pozytywnego wniosku-brak nam samych siebie.

Nie przeczę, istnieją jednostki, które są w pełni zadowolone ze swojego życia. A przynajmniej tak twierdzą, nie siedzę w ich głowach, nie wiem. Wiem za to, że tracimy ogromną ilość życia na tkwienie w dziwnych związkach, układach, niesatysfakcjonujących zawodach...

Powiesz: szara rzeczywistość. Na chleb zarobić trzeba, rachunki same się nie opłacą, coś w życiu robić trzeba. Zgodzę się, ale tylko POŁOWICZNIE.

Mimo tych raptem dwóch dych na karku zaczynam widzieć, że wpadłem w typowy tryb. Uczelnia, dom, coś do jedzenia, książki, czasem jakieś wyjście. Płacę rachunki, sprzątam, sporadycznie (w sprzyjającym okresie) gdzieś wyjadę. Takie o, zwyczajne życie.

Ale mi zaczyna czegoś brakować. Brakuje mi czegoś, dla czego rano wstałbym z łóżka. Pasji. Ewentualnie kogoś, dla kogo warto byłoby opuścić ciepłe wyro.


Daleka jeszcze droga przede mną do zrozumienia siebie, swoich potrzeb, oczekiwań wobec świata. Bo jeżeli chodzi o oczekiwania wobec innych ludzi, nie mam prawa niczego wymagać, dopóki sam nie jestem określony wobec siebie. Nie byłbym fair.



Poczujcie choć odrobinę wiatru w żaglach i korzystajcie, śmiejcie się, bawcie, poznawajcie. Porozmawiajcie ze sobą, może dowiecie się czegoś nowego?

Najważniejsze, żeby znać swoje potrzeby, umieć je realizować-wtedy wszystko stanie się łatwiejsze, zarówno stosunki z innymi ludźmi, jak i nastawienie do nas samych.

niedziela, 27 stycznia 2013

Ogłoszenie matrymonialne.

Szukam faceta. Albo nie, inaczej: kogo, czego NIE szukam. Będzie łatwiej.

1. Nie szukam przygodnego seksu. Ty mówisz, że też nie, po czym za którymś razem stwierdzasz, że z przyjemnością zajrzałbyś mi pod koszulkę na pierwszym spotkaniu. E-e.

2. Nie chcę już, teraz, zaraz. Jestem niecierpliwy, ale tę cechę prezentuję w innych aspektach życia. Poznajmy się, pobądźmy ze sobą, zobaczmy, czy za 67. spotkaniem będziemy nadal się cieszyć z widoku swoich twarzy. Zanim w Polsce zostaną wprowadzone związki partnerskie, jeszcze trochę minie, zdążymy.
Poza tym, zanim zaśniemy w jednym łóżku, lepiej się przekonaj o tym, że chrapię-nie będziesz później miał powodów do narzekania, jeżeli to Ci przeszkadza. Tyczy się też innych wad (tak, bo takowe MAM-jestem tylko/aż człowiekiem).

3.  Ze sobą zawsze noszę telefon i papierosy. Faceta nie muszę. Powód? Możemy stworzyć nasze życie, ale jednocześnie pozostać przy MOIM i TWOIM życiu. Swego rodzaju doza wolności w związku jest niezbędna, by się w nim nie zadusić. Wyjdę sam ze znajomymi, a Ty nie musisz wiedzieć, gdzie jestem konkretnie ani kiedy wrócę. Nie musisz pytać. Jeśli jesteś dla mnie ważny, sam Ci o tym powiem.

4. Nie zmieniaj mnie na siłę. Owszem, związek to wzajemne pójścia na kompromisy, ale wszystko do pewnego momentu. Ludzie kochają siebie albo takimi, jacy są, albo tak naprawdę tej miłości brak. No chyba, że mówimy o miłości do wyobrażenia danej osoby...

5. Szacunek. Podstawowa zasada w jakichkolwiek relacjach międzyludzkich. Jeśli będziemy się szanować, to już będzie dobry znak. Szacunek do czasu drugiej osoby, jej potrzeb... Szacunek, szacunek, szacunek (może ilość powtórzeń zwiększy szanse na zapamiętanie).


Mógłbym jeszcze wiele, ale... Pozostałe aspekty do odkrycia. Dla tego danego człowieka :)

___________
Tak rekreacyjnie. Bo koty uwielbiam.


Od czegoś zacząć...

O czym ten twór ma być tak w zasadzie?

Nie sprecyzuję; wszystko wyjdzie w praniu, zobaczymy, co wyewoluuje z potrzeby podzielenia się swoimi przemyśleniami.

Szczere słowa tutaj padną, co prawda autorstwa anonimowego twórcy, ale zgodne z prawdą. Tylko, a nawet wyłącznie.

____________________
Chcę napisać, chcę podyskutować, chcę spojrzeć oczami kogoś innego-bo to daje najwięcej.

Wszystko się zmienia w naszym kraju, nastawienie do osób homo także powoli, powolutku idzie ku lepszemu, ale nadal życie mniejszości łatwym nie jest.

Masz przyjaciela/przyjaciółkę, znajomych. Spędzasz z nimi dużo czasu. Rozmawiacie, w końcu możecie o wszystkim, on/ona traktuje Twoją orientację jako coś normalnego. Czujesz akceptację, a nie wiem, jak w Twoim przypadku, ale ja właśnie akceptacji straszliwie potrzebuję.

I na tym się skupię. Na akceptacji rodziny.


Mam 20 lat, zaraz 21. Niedługo pojawią się pytania, kiedy ślub, kiedy dzieci... A prawdę zna tylko matka. Matka, która, mimo, że się domyślała, wiedzieć nie chciała.
Teraz żałuję-niczego nie ułatwiło, wiem, że ją to męczy. Nie rozmawiamy na temat tego, czy kogoś mam, czy jestem szczęśliwy. Nie jest gotowa, widzę to, wiem.

Jak w tej sytuacji wytłumaczyć rodzinie, że wcale nie jest się dziwadłem? Powiedzieć 'to może być wina hormonów, genów'? Równie dobrze mógłbym nóż między żebra wbić.

To najbardziej mnie osobiści boli-brak możliwości poszukania oparcia, brak możliwości dzielenia się swoim szczęściem... Dla otoczenia zawsze jestem samotny.