System Eliminacji Studentów Jest Aktywny.
Co prawda nie powinienem narzekać, bo moja uczelnia to całkiem sprytnie rozgrywa i porównując się z innymi studentami, nie mamy najgorzej. Sensownie wręcz.
Do rzeczy.
W życiu każdego (nawet kujona-czytaj mnie) po przebrnięciu przez ilość książek mogących zaopatrzyć skromną bibliotekę przychodzi moment, gdzie ma się ochotę pieprznąć wszystko w kąt i uciec gdzieś w okolice Burkiny Faso. Zmęczenie materiału, zima, ciemności-wszystko razem się kumuluje. Część faktycznie odpuszcza, część walczy ze sobą i próbuje wtłaczać do głowy kolejne partie (sensownej czy nie-to inny temat) wiedzy. Ja wtłaczam. Na siłę. Ale...
... do pewnego momentu.
Zwierzęta rywalizują o teren, o względy samicy. Pierwotni ludzie zapewne rywalizowali o to, kto upoluje większego mamuta. A dziś?
Rywalizacja jest wszędzie. Praca, szkoła, ulica (kto lepiej wygląda), wśród matek (bo mój to szybciej podnosi tego klocka). Tak samo i w czasie sesji.
Padałem na ryj-przyznam Wam szczerze. Kilka godzin spania, zajęcia, książki, schemat w kółko ten sam.
Brak chęci, totalny.
Aż...
Wyniki jednego koła sprawiły, że level motywacji drastycznie się podniósł. Na poziomie ogółu bardzo dobrze, więc... Chęć na więcej. Chęć zdobywania. Dalej chcę być tym jednym z lepszych.
Oby tylko nie popaść w paranoję. Obsesję. Pójść o krok za daleko...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz